Nasza "trójka" najlepszych filmów minionego 2025 roku
Miniony rok 2025 w kinie był bardzo dziwny, choćby przez to, że takich prawdziwych, niepodważalnych i zbiorowych zachwytów, jak w 2024 roku mieliśmy jak na lekarstwo.
Tym niemniej postanowiliśmy wybrać ścisłą "trójkę" najlepszych filmów zeszłego roku, która swą artystyczną formą i treścią przekazu znacznie wyróżniała się spośród innych.
Poniżej kilka zdań o każdym z nich:
1) "JEDNA BITWA PO DRUGIEJ" - reż. Paul Thomas Anderson
Napędzana absurdalnymi gagami czarna komedia akcji z 13. nominacjami do tegorocznych Oscarów okazuje się zaskakująco pojemną konwencją.
Anderson upchnął w niej satyryczny fresk ukazujący chaos, jakim stała się Ameryka, i rewolucję jako pokoleniową sztafetę.
Wreszcie, a może przede wszystkim jest to przypowieść o ojcowskiej miłości, która potrafi wyrwać z życiowego letargu i pomaga dorosnąć. Nawet jeśli robi się to w biegu, jak bohater grany przez Leonardo DiCaprio, łapiąc zadyszkę i próbując nie potknąć się o poły szlafroka.
Obraz reżysera zbliża się do arcydzieła. To kino intensywne, na zmianę epickie i kameralne, ze znakomitymi kreacjami wartymi wszystkich nagród. A do tego zabójczo zabawne.
Nie będzie w tym nic dziwnego, jeśli po latach będziemy patrzeć na jego film z refleksją, w jak szalonych czasach przyszło nam żyć.
2) "THE BRUTALIST" - reż. Brady Corbet
To dzieło filmowe w starym stylu - epicka, trzyipółgodzinna odyseja, obejmująca ponad trzy dekady z życia bohatera.
Produkcja wyniosła, z dużym rozmachem, ale jednocześnie kameralna, unikająca efekciarstwa, zrealizowana w konwencji kina biograficznego.
Reżyser przedstawia skomplikowane losy węgierskiego architekta, złamanego geniusza - László Tótha (wybitna kreacja Adriena Brody'ego, nagrodzona Oscarem), który przybywa do Stanów w poszukiwaniu lepszego życia.
To przejmująca opowieść o powojennej Ameryce, która dla tysięcy europejskich imigrantów była obietnicą wolności. W praktyce często oznaczała jednak dalsze cierpienie: dyskryminację, bezrobocie i bezdomność.
American dream okazuje się tu mitem, gorzkim żartem z niespełnionych nadziei.
Film oddaje ducha epoki, a jednocześnie stanowi komentarz do współczesności - trumpowskiej Ameryki naznaczonej ksenofobią i społecznymi podziałami.
3) "ZNIKNIĘCIA" - reż. Zach Cregger
Pewnej nocy w amerykańskim miasteczku, jakich wiele, dzieci wychodzą z domów. W biegu rozkładają ręce, jakby miały zaraz odlecieć, i po chwili znikają w ciemnościach, zostawiając przerażoną społeczność z pytaniami.
Można potraktować tę produkcję jako mroczną baśń, czy horror podszyty społecznym dramatem o przepracowywaniu zbiorowej traumy i wspólnym przeżywaniu żałoby, zbudowaną na naszych najgłębszych lękach.
Kolejne rozdziały odsłaniają zazębiające się perspektywy zdezorientowanej nauczycielki, jedynego ucznia, który rano pojawił się w jej klasie, rodziców i mieszkańców przypadkiem uwikłanych w tę historię.
Reżyser zna gatunkowe prawidła, umiejętnie buduje złowrogi klimat i manipuluje oczekiwaniami widza, rozbrajając przy tym napięcie elementami humorystycznymi.
Czy swoją przestawioną wizją pozwoli nam zrozumieć, co się właściwie stało?
Źródła: Miesięcznik Filmowy - "KINO"; Miesięcznik Filmowy "SIGHT AND SOUND"; "Aktualności Filmowe" w Canal Plus; "Tygodnik kulturalny" w TVP Kultura.
1)
2) 
3) 
